Strony

środa, 28 czerwca 2017

Rozdział XV - Cool Me Down



W poprzednim rozdziale:
W tym samym momencie dobiegła do nasz reszta.
- Wie ktoś coś? - zapytała Anges. Harry wskazał na mnie palcem. 
- Potrzebujemy się dostać na wyspę. - kiwnęłam głową. - i musimy się niestety, ale przygotować na niegrzeczne syrenki...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



OCZAMI ANGES




 - Jak się tam dostaniemy? - podrapałam się po głowie. - Od tak nie wyrośnie nam ogon.
Zaczęłam się rozglądać. Podeszłam do portu rozglądając się za łódkami. W oddali zauważyłam faceta siedzącego przy łodzi. Podbiegłam do niego.
- Przepraszam pana... - zapytałam. - Czy ma pan może chwilkę?
Starszy spojrzał na mnie. Miał coś na oko 50 lat.
- A w czym mogę Ci pomóc wilkołaku? - uśmiechnął się. Prychnęłam. Aż tak ode mnie jedzie? 
- Potrzebuję się dostać na wyspę syren...
- Wiesz czym to drogie dziecko grozi? - zdenerwował się. - Jeżeli staniesz na ich wyspie , cała zgraja na was ruszy. 
- A wie pan może jak się przed nimi bronić? - powiedziałam.
Podobny obraz- One polują na facetów. Kobiet nie tykają. Więc masz już łatwiej. Legendy głoszą że boją się ognia. Niektórzy powiadają, że wilków. Bardzo dużo jest teorii, ale nikt stamtąd nie wrócił żywy. - uświadomił. 
- Mógłby nas pan tam wziąć? Błagam potrzebujemy się tam dostać. - błagałam.
- Dobrze. - westchnął. - Ale macie się mnie słuchać. Jeden zły ruch i po nas. 
- Proszę poczekać! - zawołałam. - Idę po resztę mojej paczki.
Pobiegłam ile sił w nogach po resztę. Zabraliśmy rzeczy i skierowaliśmy się w stronę łodzi. 
- Mam nadzieję, że syreny nie wciągają pod wodę... - przeraził się Malik. - Boję się wody.
- Niestety mój chłopcze jeżeli ulegniesz wciągną. - zaśmiał się starzeć. - Jestem Mike moje dzieci. Mam nadzieję , że podróż będzie szybka i korzystna dla nas.
Usiadłam obok Lou. Wtuliłam się w niego. 
- Kocham Cię. - szepnął mi na ucho. Zachichotałam. W ciszy wyruszyliśmy w stronę wyspy. Zastanawiałam się jak one wyglądają.
- Nie wiem czy dobrym pomysłem było zabieranie mężczyzn na tą wyspę. - odezwał się Mike. - Mogą zapłacić życiem za tą wyprawę.
- A gotówki nie przyjmują? - zaśmiał się Zayn. Perrie uderzyła go w ramię.
- Patrzcie widać wyspę. - oświadczył Lou. Rzeczywiście. Skały dookoła wyspy były zajęte przez cudne istoty zwane syrenami.
- Jak przybiję do plaży, one podejdą. - oświadczył starzec. - Nie wiem co zamierzacie zrobić, ale drogi powrotnej wam nie mogę załatwić.
- Myślałam, że to bilet w dwie strony! - krzyknęłam zezłoszczona. - Jak niby mamy się wydostać z tej wyspy?
- To już nie mój problem. - uśmiechnął się. Dopłynęliśmy do brzegu i nagle starzec się rozpłynął.
- An.. - Sel się przestraszyła.
- Tak to był duch. - westchnęłam.Kurwa mać. Pierdolone zjawy. Wyszłam z łódki żeby przyciągnąć ją na sam brzeg. Syreny się nam uważnie przyglądały, a jak ujrzały chłopców podeszły do nas.
- Rozejść się dać mi ego mulata. - podeszła naga syrena do mnie. Spojrzałam na nią z góry. Splunęłam jej w twarz i zawarczałam.
- Śmierdzisz. Posuń się albo ja posunę Ciebie. - mruknęła.
Robiło ich się coraz więcej.
- Harry ogień... - szepnęłam. - Szybko.
Syreny się zaśmiały. Irytowały mnie strasznie. Dopiero teraz zauważyłam że było ich około 10 może więcej.
- Mrau tygrysku. - jedna podeszła do Lou i musnęła ustami jego szyję. Louis stał jak wryty i nie wiedział co zrobić. Niech nie patrzą im w oczy...
- Nie patrzcie im w oczy! - krzyknęłam i nagle syreny rzuciły się na nas. Sprawdźmy czy to mit czy prawda. Zmieniłam się w wilka odrzucając 3 syreny z siebie na bok. Istoty widząc wilka zaczęły biec do wody i krzyczeć. Syreni krzyk boli i unieruchamia, dlatego szybko zatkałam sobie uszy łapami. Widziałam, że wszystko zrobili dokładnie to samo. Leżeliśmy tak jeszcze przez dobre 10 minut nasłuchując wycia syren i ich lamentów.
- Kochanie możesz już wstać. - Lou podrapał mnie po łbie. Spojrzałam na niego zmieniając się w człowieka.
- Poszło łatwiej niż myślałam. - westchnęła Perrie. Tak. Miałam to samo w głowie. Musi być jaki haczyk w tej jaskini.




OCZAMI SELENY




Podobny obrazPo tym incydencie na plaży, postanowiliśmy wyruszyć wgłąb wyspy. Las był bardzo przyjemny chociaż okrywał go mrok. Było duszno i za gorąco jak dla wilków. Anges, Harry i Lou musieli zdjąć z siebie koszulki bo byli cali spoceni po 20 minutowej przechadzce. 
- Mamy jakieś namiary na tą jaskinie? - zapytał Zayn. Pokręciłam przecząco głową. Cały czas trzymając oko na resztę rozglądałam się po lesie. 
- Może wejdę na jakieś drzewo i z góry będę mogła wypatrzeć jaskinie ? - zapytałam. 
- Ja mogę wzlecieć jako ptak. - wtrąciła Perrie.
- To leć. - machnęłam ręką. Pezz poleciała w górę, a ja w tym czasie poczułam usta na moim karku.
- Hazza nie teraz. - zaśmiałam się. 
- Czemu... - zamruczał. - Nie chcesz w lesie?
- Opanuj się człowieku Cam umiera. - pomachałam mu dłonią przy twarzy.
- An, Sel! - wrzasnęła Perrie. Podbiegła do nas przestraszona. Odsunęłam się dotykając jej ramion.
- Znalazłam jaskinię, ale nie wejdziemy tam tak łatwo...



____________________________________________
Witam. Tak to ja z nowym rozdziałem :) Dziwne wiem xd Mam nadzieję, że się podoba =)
RiDa




Podobny obraz


Podobny obraz

Brak komentarzy: